-To Kelly. -Shawn podał rękę pracownicy.
- Shawn Mendes.-uśmiechnął się. Plaster przy policzku trochę się odkleił
- Ten Shawn Mendes? Co ci się stało chłopcze?
- Lepiej nie wnikać. A więc. Kelly jest moją tak jakby ciocią. Pokażę ci jak karmić tygrysy-podniosłam butelkę z uśmiechem i podeszłam do drzwi.
- Miło poznać. -brunetka rzuciła w stronę Shawna. Wyszłam na zewnątrz. Przeszłam się do klatki. Zwierzę podeszło do mnie. Przyłożyłam butelkę do kraty. Tygrys zaczął pić mleko.
Kiedy skończyłam się wygłupiać szliśmy już z powrotem do biura. Otworzyłam skrzypiące drzwi.
- No weź kup mi takiego!- Shawn zaczął jęczeć. Chłopak,który był w środku się odwrócił. Spotkałam oczy równie zielone co moje. Oczy zaszkliły mu się jak nigdy. Wyraz twarzy nadal wskazywał złość.
-Zastanowię się. - nieobecnie położyłam mu rękę na klatce piersiowej.
-Kelly... Co ona tu robi?- brunet w końcu się odezwał
- Myślę że to czas na zlot rodzinny. Musicie się pogodzić. -Shawn stał nieruchomo
-Nie. -sprzeciwiłam się. Wyszłam zdejmując kurtkę i oddając ją cioci. Ruszyłam na ulicę. Jeszcze jego
brakowało w moim życiu. Wszystko się wali. Jestem śmiertelnie chora, ledwo daje sobie radę psychicznie... Jeszcze Kelly chce nas pogodzić. Po tym wszystkim co się stało. Nie wierzę w tą kobietę.



Przeżyjesz, młoda. Albo nie przeżyjesz cri :C
OdpowiedzUsuńniech ten gościu spieprza, bo już zaczyna mnie wkurzać xD
BOŻE TERAZ NASZŁA MNIE MYŚL. CO BY BYŁO GDYBY ONA UMARŁA NA KONIEC BLOGA O.O nie, nie chce o tym myśleć, no thanks
krótszy rozdział od poprzedniego cri :C :C :C
ale
czekam,czekam,czekam,czekam.