Stałam i nie miałam zielonego pojęcia co ze sobą zrobić. Moja przyjaciółka
wychodzila za mąż. Co ja miałam na to poradzić? Dzieci tak szybko dorastają. Wzruszające... Nie? Oh, wiem że nie to Was obchodzi.
No więc byliśmy wtedy na weselu. Shawn miał przemawiać. Wstał,a ja natychmiast przeniosłam oczy z Nasha do niego. Uśmiechnęłam się na widok zdenerwowanego chłopaka. Wyglądał idealnie.
-No,Cameron wykazałeś się. Zawsze myślałem że będę pierwszy,ale wcześniej znalazłeś swoją jedną jedyną.-mogłabym powiedzieć to samo o pannie młodej. Sama zaprojektowała jej zresztą suknię, bo powiedziała,że nikt nie zna mnie tak dobrze jak ona. Wyglądała jak księżniczka. Księżniczka ze swoim księciem trzymającym ją za rękę-No,ale chyba się starzejemy. Spójrz. Jeszcze niedawno byliśmy szczeniakami. Jesteście naprawdę dobraną parą i czekam na równie piękne dzieci.-schował kartkę do kieszeni- I pomyślałem,że nie będę gorszy.-wyjął z kieszeni pudełko i uklęknął przede mną.
-Tak!-wiedziałam,że makijaż spływa mi strumieniami po policzkach. Kiedy odczepiłam się od mojego teraz narzeczonego zobaczyłam jak Vic też płacze jak bóbr. Podeszłam do niej szybko i przytuliłam.
Więc tak. Wszyscy żyli długo i szczęśliwie. Po wielu latach strasznych męk, w końcu napisali nasze szczęśliwe zakończenia. Ten rozdział ciężkiego starania się o szczęście jest zamknięty. Mogę powiedzieć ,że jestem dumna.

ŁIIII
OdpowiedzUsuń